Alicja, co wysyła w świat Anioły

Alicja Steinka mówi sama o sobie:

– Nigdy nie potrafiłam szyć.

Anioły, lalki i skrzaty, których tu wszędzie pełno, zdają się bezgłośnie protestować. Wszak zostały przez Alicję uszyte: – Jak to nie potrafi? To skąd niby my się wzięliśmy na świecie?

– No dobrze, trochę już umiem… Ale tylko trochę.

Skromność u Alicji jest niemalże przysłowiowa.

Alicja Steinka wysyła w świat Anioły. Fot. Edyta Słomczyńska
Alicja Steinka wysyła w świat Anioły. Fot. Edyta Słomczyńska

Samotność piętnastolatki

Jest Kaszubką, ale, jak sama mówi, tak nie do końca. Woli powiedzieć:

– Ja jestem wędrowniczek.

Urodziła się w Gdańsku, wtedy jej rodzice mieszkali w Tczewie. Rodzina mamy pochodziła z Kaszub, z dziada-pradziada. Ale z Tczewa na Kaszuby droga miała być okrężna… Ojciec Alicji dostał mieszkanie służbowe w Sulejówku. Alicja chodziła do przedszkola, które mieściło się w dworku marszałka Józefa Piłsudskiego, tam też pracowała jej mama – nauczycielka.

Mama brała do domu różne robótki rękodzielnicze. Głównie szyła ubrania i pisała ikony. Jak wszyscy w rodzinie, miała zdolności manualne.

Lekko nie było. A jednak zawsze, nawet jako dziecko, była elegancko ubrana.

– Mama szyła mi sukienki albo je przerabiała. A ja jakoś nigdy nie miałam czasu albo ochoty, żeby się od mamy nauczyć… Do czasu.

W ósmej klasie – przeprowadzka. Alicja nie wspomina tego dobrze.

– Czternasty, piętnasty rok życia to chyba najgorszy moment na przeprowadzkę, gdy trzeba rozstać się ze swoimi przyjaciółmi. W nowym miejscu czułam się samotna.

Rodzina znalazła się w Kartuzach. Kaszuby nie przyjęły nastolatki z otwartymi rękami. Wszystko – również zawarcie nowych przyjaźni, musiało potrwać… W końcu nadszedł czas na przyjaźnie, które przetrwały do dzisiaj.

Alicja Steinka wysyła w świat Anioły. Fot. Edyta Słomczyńska
Alicja Steinka wysyła w świat Anioły. Fot. Edyta Słomczyńska

Domek. Pomysł na siebie

Dziś Alicja mieszka w domu w małej wsi.

Wie, co to znaczy żyć w biegu, nie mieć na nic czasu. Była przedstawicielką handlową, pracowała w korporacji, sprzedawała różne towary, miedzy innymi importowane zabawki. Ale postanowiła zwolnić.

– Gdy zobaczyłam ten domek, wiedziałam, że tu zamieszkam. Tu, i nigdzie indziej.

Jak mówi, sprowadziła się na wieś, żeby zwolnić tempo.

Pojawiła się kolejna ciąża, potem urlop wychowawczy, więcej wolnego czasu – czyli właśnie ten moment, w którym można zwolnić.

– Chciałam znaleźć sobie jakieś fajne zajęcie w domu. Przeglądałam internet i spodobał mi się decoupage, zaczęłam o tym czytać, i się tym zainteresowałam.

Na początku był klej vikol i butelki, słoiki. W ogromnych ilościach.

– W końcu było tych butelek tyle, że mój mąż się zdenerwował, powiedział, że jak dalej będę je produkować, to mnie z domu wyrzuci – śmieje się Alicja.- Trafiłam na forum, poznałam tam panie, które organizowały świąteczne spotkanie. Zapytałam, czy mogę się na nim pojawić. Tam poznałam moją przyjaciółkę, Elę. Dziewczyny profesjonalnie zajmują się decoupage’em. Przy nich rozwinęłam technikę, a potem…

Potem Alicja ciężko zachorowała. Ale się udało. Zwyciężyła w tej walce, ale nie mogła dalej zajmować się decoupage’em. Wdychanie oparów kleju jest w jej przypadku wykluczone.

Alicja Steinka wysyła w świat Anioły. Fot. Edyta Słomczyńska
Alicja Steinka wysyła w świat Anioły. Fot. Edyta Słomczyńska

Maszyna na spółkę

Z pomocą przyszła Ela. Pokazała Alicji lalki Tilde.

Postanowiłam nauczyć się szyć. W tym celu zakupiłam – na spółkę z moją mamą, maszynę do szycia. Taką trochę lepszą, można powiedzieć – prawie profesjonalną. Maszyna stanęła w mieszkaniu mojej mamy.

– „Mamo, nauczysz mnie szyć, prawda?”, pytałam. „Oczywiście, ale teraz nie mam czasu”, odpowiadała. I tak było przez rok. Teraz, kiedy ja chciałam się nauczyć, to mama nie miała czasu – śmieje się Alicja. – Zabrałam więc od mamy maszynę i znowu – z pomocą internetu zaczęłam uczyć się sama. I jakoś to szło, proste ściegi, dopóki nie musiałam zmieniać ustawień maszyny. Nagle coś się popsuło.

Wiedziała, że naprzeciwko galerii przyjaciółki – „Niespodzianki” w Wejherowie pracuje pan, który naprawia maszyny do szycia. Pojechała więc, i człowiek ten wytłumaczył Alicji, jak działa maszyna, gdzie zmienia się ustawienia…

I w ten sposób Alicja sama uczyła się szyć na maszynie.

Alicja Steinka wysyła w świat Anioły. Fot. Edyta Słomczyńska
Alicja Steinka wysyła w świat Anioły. Fot. Edyta Słomczyńska

Lalki Tildy. Tchnąć życie

Pani Alicja zaczynała od szycia Tild, lalek z długimi rękami i nogami, oczami w postaci kropek. Są bardzo popularne, a ich kroje można znaleźć w internecie. Projektuje je norweska artystka Finnanger Tone.
– W internecie jest dostępny krój lalki. Korzystam z niego, a potem sama taką lalkę „personalizuję”. Podstawę takiego wzoru określa tułów, poza tym cała reszta to już indywidualna sprawa każdego twórcy. Bo można taki wzór przerabiać i w dowolny sposób dobierać poszczególne elementy. Moim lalkom nadaję indywidualny wygląd, charakter. Częściowo są one szyte maszynowo, zaś drobne wykończenia szyję ręcznie. Następnie, jak już mam gotową lalkę czy anioła, korzystam z różu do policzków, farb do tkanin… Ważne, aby robić to wszystko z wyczuciem. W takiej lalce mogę zawrzeć wszystko, co chcę. Ogranicza mnie tylko wyobraźnia.

Alicja potrafi przyznać z rozbrajającą szczerością, że w zasadzie, to ona szyć nie potrafi…

– Duże wykroje, spódnice, sukienki… To jeszcze dla mnie czarna magia.

Alicja nie wyklucza, że w końcu pójdzie na kurs krawiecki. Ale chyba już zawsze będzie wolała szyć swoje lalki i anioły.

– Są dla mnie kochane… Bo mogę je wypieścić, wychuchać, wkładam w nie całe serce i w efekcie – mogę tchnąć w nie życie.

Alicja Steinka wysyła w świat Anioły. Fot. Edyta Słomczyńska
Alicja Steinka wysyła w świat Anioły. Fot. Edyta Słomczyńska

Odwaga. Kaszubszczyzna

– Alicja, czy czujesz się kimś, kogo można nazwać „kaszubską artystką ludową”?

– No… Powiem ci, że to jest zagadka.

Z poczuciem własnej wartości jako artystki, Alicja miała na początku problem.

– Kolejny dobry duch, jakiego spotkałam na swojej drodze, to Mirka Kazana. Zaprosiła mnie kiedyś żebym wystawiła swoje lalki na Forum Twórczości Ludowej w Somoninie.

– Pojechałam tam pierwszy raz i nawet głupio trochę mi było, bo nie wiedziałam, czy to się w ogóle będzie podobało, bo ja tu sobie szyję, nie umiem szyć ale szyję… I wtedy Mirka powiedziała coś ważnego, że nie powinnam się wstydzić tego co robię, tylko być z tego dumna. Wtedy też zaczęłam trochę inaczej na to spoglądać. Zaczęłam być bardziej odważna i otwarta.

A jeśli chodzi o kaszubszczyznę, tu także nie jest wszystko oczywiste.

– Gdy zaczynałam tworzyć rękodzieło, czułam przesyt wzorami kaszubskimi, wszędzie było ich pełno. Za dużo. Być może wpłynęły na to moje trudne wspomnienia z okresu, gdy jako nastolatka sprowadziłam się z Sulejówka do Kartuz. Tak czy inaczej minęło sporo czasu, zanim przekonałam się, że wzory kaszubskie mogą się podobać, w końcu sama je zaakceptowałam, a teraz je bardzo lubię.

Dziś, jak mówi – kaszubski styl jest coraz bardziej modny, coraz bardziej pożądany przez kupujących.

Alicja Steinka wysyła w świat Anioły. Fot. Edyta Słomczyńska
Alicja Steinka wysyła w świat Anioły. Fot. Edyta Słomczyńska

Alicja wysyła Anioły

– Piszą do mnie klienci, że Anioł ma być dla koleżanki, która leży w szpitalu, żeby nad nią czuwał. Takiego też wtedy robię… Wysłałam moje anioły koleżance do Krakowa, która otworzyła swoją galerię z biżuterią z bursztynem, niech dobre duchy ode mnie zaopiekują się jej galerią… Jedna pani z Australii zawsze, co roku zamawia ode mnie coś przed świętami, jest u niej jeden Anioł, kalendarz adwentowy. Wysyłałam swoje Anioły do Włoch, do Wielkiej Brytanii, a najdalej do RPA… Bardzo mnie to cieszy, że się to komuś podoba. Gdy zaczynałam je szyć nie spodziewałam się, że to się będzie podobać, a dziś – wędrują moje Anioły po świecie.

Alicja podkreśla, że ona też spotkała na swojej drodze Anioły. Ma na myśli nie tylko chorobę, którą udało się jej pokonać.

– Dobrze jest gdy trafia się na fajne osoby, które spotykamy na ścieżce swojego życia, i które potrafią nam pomóc wybrać właściwą drogę.

 

Autor: Edyta Słomczyńska

Współpraca: Tomasz Słomczyński

Adwentowy Skrzat Alicji Steinki. Fot. Tomasz Słomczyński/Magazyn Kaszuby

***

Zadanie zostało zrealizowane dzięki stypendium kulturalnemu Gminy Kartuzy.